Naturalne antybiotyki – wstęp (część I)

Broń masowego rażenia – antybiotyk
Aleksander Fleming, szkocki bakteriolog, pod koniec lat dwudziestych XX wieku, odkrył grzyba pleśniowego Penicilium…i od tego wszystko się zaczęło. Stworzyliśmy antybiotyk. Człowiek nauczył się pokonywać straszne choroby. Straszna przestała być kiła, zapalenie płuc, zapalenie opon mózgowych, rany i inne liczne choroby, których skutkiem był niestety zgon. Na fali sukcesu, owe małe stworzenia, zaczęto wykorzystywać w leczeniu innych, niebakteryjnych chorób, w tym nawet drobnych infekcji. Stosowanie ich w tym przypadku dla ludzi nie przynosiło efektu, ale bakterie korzystały. Jak? Uodparniały się, czyli szykowały się do odparcia ataków wojennych. I tak to w wielkim skrócie można opisać.
Naszym obowiązkiem jest posiadanie podstawowej wiedzy na temat antybiotyków. Ich działanie opisują m.in. te zdania: „Spektrum działania antybiotyków polega między innymi na tym, że niektóre z nich przeszkadzają bakteriom w produkcji białka, a tym samym w rozmnażaniu, lub tez je zabijają. Z kolei inne sprawiają, że bakterie nie są w stanie powielać materiału genetycznego, jeszcze inne zakłócą wytwarzanie ścian komórkowych bakterii lub niszczą ich błonę komórkową”. Tak zatem działają a ich dostępność na rynku jest duża – obecnie w aptekach jest ponad dwadzieścia, różnie działających grup antybiotyków. Nie wnikając zatem w szczegółowy proces działania…wiemy, że antybiotyk to broń przeciwko bakteriom (nie wirusom!).
Dziś, do walki z chorobami, mamy do dyspozycji cały wachlarz środków konwencjonalnych oraz ich roślinne zamienniki. I to od nas zależy jak będziemy walczyć o nasze zdrowie i jak często będziemy stosować „broń masowego rażenia”.

Bakteria inteligentna.
Trudno sobie to wyobrazić, ale bakterie są inteligentne – także się „uczą”. Największym dowodem na ich spryt jest fakt, że żyją na Ziemi od około, trzech miliardów lat. Nie wiemy ile gatunków bakterii zamieszkuje naszą planetę, wiemy natomiast, że występują praktycznie wszędzie i że na szczęście nie wszystkie są chorobotwórcze…ufff. Te chorobotwórcze mają za zadanie wywoływać choroby, a zatem ich zadaniem jest także uodparniać się na stosowne przez nas antybiotyki. Oczywiście ponieważ my również mamy głowy na karku i wiemy o tym, robimy wszystko aby nie doprowadzić do powstania tzw. „superbakterii”. Bakterii odpornej na wszelkie nasze substancje aktywne! I właśnie dlatego tak dużo mówi się o skutecznych alternatywach dla antybiotyków, czyli o antybiotykach roślinnych.

Siła roślin
Powiedźmy sobie szczerze, że sformułowanie „roślinny antybiotyk” jest nieco mylące. Gdyby tak było naprawdę, wspomniany Aleksander Flemig, nie dokonał by przełomu w leczeniu. Prawdą jest natomiast, że wiele roślin zawiera tzw. substancje antybiotyczne, czyli przeciwdrobnoustrojowe. Oznacza to tyle, że działają nie tylko na bakterie, ale także na wirusy, grzyby i/lub pasożyty. Jak to możliwe? Odpowiedź jest bardzo prosta – rośliny również muszą chronić się przed szkodnikami. Ich potencjał antybiotyczny jest bardzo duży, dodatkowo uzbrojone są w liczne substancje bioaktywne, które przyczyniają się do wzrostu odporności (minerały, witaminy i fitozwiązki). W leczeniu się zamiennikami wykorzystujemy zatem powyższe właściwości roślin oraz fakt, że do tej pory mikroorganizmy chorobotwórcze mają problem w wytworzeniu oporności na ich działanie. Bakteriom łatwo bowiem przychodzi uodpornienie się na lek jednoskładnikowy, trudniej im się uodpornić na roślinną wersję wieloskładnikową.
Siła roślin przegrywa oczywiście w walce z chorobami w stadium zaawansowanym. Warto z nich korzystać w zapobieganiu chorobom (dbałość o odporność), chorobach o lżejszym przebiegu czy na przykład w rehabilitacji po przebytej chorobie.

Do rzeczy – wybrane substancje roślinne o wyjątkowym znaczeniu
OLEJKI ETERYCZNE
są mieszanka substancji lotnych, które zazwyczaj decydują o zapachu rośliny. Mają silniejsze lub łagodniejsze działanie przeciwzapalne. Niektóre ich składniki są rozpuszczalne w tłuszczach, mogą zatem odkładać się w błonach komórkowych mikroorganizmów i zaburzać ich działanie. Te wysokiej jakości maja odczyn kwaśny, a wiemy że bakterie raczej go nie lubią. Najwartościowsze znajdują się głęboko ukryte w roślinie, dlatego trzeba potrafić je wydobyć (np. rozgniatanie nasion anyżu czy kminu rzymskiego w moździerzu).
Przykładem cudownych olejków eterycznych są olejek czosnkowy i gorczycowy. Zawierają siarkę oraz azot czemu zawdzięczają swój ostry zapach i smak. Zgodnie z nazwami znajdziemy je w czosnku pospolitym i niedźwiedzim, w cebuli oraz w chrzanie i gorczycy. Olejki te bez wątpienia mają działanie antybakteryjne, antywirusowe i antygrzybiczne, które zanika jeśli poddamy je temperaturze wyższej niż 55st. W praktyce idealne są zatem chłodne napoje i nalewki z ich udziałem. Kiedy używać? Obowiązkowo przy infekcjach górnych dróg oddechowych, dróg moczowych i oczywiście wspomaganie odporności, co oznacza że olejki te powinniśmy zażywać regularnie.
SUBSTANCJE OSTRE, a mamy na myśli:
– olejek imbirowy i shogaol (substancje ostre imbiru i galgantu)
– kapsaicyna (substancja ostra chilii i papryki)
– amidy kwasowe zawarte w pieprzu (np. piperyna)
Dlaczego są zalecane? Dlatego ponieważ w sprytny sposób zwalczają mikroby. Generalnie mają właściwości rozgrzewające i poprawiające ukrwienie. Działają zatem w ten sposób, że po pierwsze przyspieszają usuwanie produktów wydalonych przez mikroby (zwiększenie ukrwienia błon śluzowych), po drugie powodują krótkotrwałe podniesienie temperatury. Podniesienie temperatury jest niekorzystne dla mikrobów i zazwyczaj ich namnażanie się ulega ograniczeniu. Wyciągając wnioski zdaje się, że powyższe substancje są idealne w stanach przeziębieniowych. Ja spożywać? Zarówno gorąco jak i proces suszenia nie szkodzi substancjom ostrym. Z imbiru i galgantu robimy herbatki, są bowiem dobrze rozpuszczalne w wodzie. Natomiast chili i pieprz lepiej stosować w wyciągach alkoholowych lub w postaci przypraw w obecności tłuszczy.
GARBNIKI, to substancje pochodzenia roślinnego, które łagodzą podrażnienia, działają przeciwzapalnie, bakteriobójczo i ściągająco. Innymi słowy „wzmacniają” i zagęszczają skórę i błony śluzowe, łącząc się m.im. z kolagenem. Udowodniono, że uszkadzają bakterie i wirusy,  jakoby „pożyczając” ich substancje białkowe. Przykładem jest m.in. kwas rozmarynowy (występujący w rozmarynie i melisie), roztwór aldehydu mrówkowego, ałun, siarczan glinowy lub tran. Znajdziemy je w korze dębu, wierzby, świerka, kasztanowca, modrzewia, liściach orzecha włoskiego, szałwii, owocach czarnej porzeczki i borówki czernicy, liściach jeżyn i malin, w zielu dziurawca, pięciornika, rzepiku i wielu innych roślinach. Mają naprawdę wiele zastosowań wewnętrznych i zewnętrznych. W pierwszym przypadku w mowa o biegunkach i infekcjach dróg moczowych, a w drugim przypadku w stanach zapalnych jamy ustnej i gardła, do tamowania krwawienia i leczenia ran.
FLAWONOIDY, czyli barwniki roślinne rozpuszczalne w wodzie, występujące w liściach i łupinach. Wiedza na temat tych związków jest jeszcze cały czas mała, niemniej jednak nauka zna tysiące tych związków. Wykazano wiele właściwości, a wśród najważniejszych neutralizowanie wolnych rodników i działania przeciwdrobnoustrojowe! W drugiej części artykułu, na pewno podamy ich przykłady i możliwe zastosowania.

Podsumowanie części I
Na chwilę damy Wam  odpocząć. W części II artykułu, opowiemy już więcej o praktyce. O tym skąd brać i na co zwracać uwagę przy zakupie substancji pomocniczych oraz w jakich postaciach możemy je wykorzystywać. Będą magiczne mikstury i czary mary! A na koniec i nasza refleksja. Tymczasem, zapraszamy do nadrobienia zaległości z witaminy C, czyli do naszego poprzedniego artykułu!

Źródła: Saul A. W., Wylecz się sam oraz Claudia R., Naturalne antybiotyki